Bestiarium językowe przez zatroskanego amatora ekologa polszczyzny założone, różne okazy straszne współczesnej gadaniny i pisaniny po polsku gromadzące. Rodzaj donkiszoterii w wolnych chwilach uprawianej. Kolekcja potworności, innymi słowy mówiąc. Ilustrowała dawniej Sami a teraz Bagienny. Ja im obojgu big thank you.
RSS
piątek, 27 stycznia 2012

Czyli Gugiel guglowym translatorem przez siebie przetłumaczony, albo bulgot-gulgot-guglot.

Nasza ukochana Wyszukiwatornia postanowiła coś zrobić ze sposobem obróbki danych użytkowników i teraz o tym w polishiźnie zawiadamia.

Tu

Co my tam czytamy? Otóż:

Mimo uszczuplenia naszych polityk w 2010 r., nadal mamy ponad 70 (tak, 70!) polityk prywatności dotyczących naszych różnych produktów. Takie podejście jest nieco (he he, B-Y) skomplikowane, a także sprzeczne z naszymi staraniami o integrowanie wielu różnych produktów, byśmy mogli stworzyć prosty i intuicyjny sposób korzystania ze wszystkich usług Google.

Wprowadzamy więc nową główną Politykę prywatności, która obejmuje większość naszych produktów i w bardziej przejrzysty sposób informuje, jakie informacje gromadzimy i jak je wykorzystujemy. Łączymy w niej ponad 60 polityk, a z przyczyn m.in. prawnych zachowujemy tylko niewielką liczbę odrębnych zawiadomień dotyczących prywatności.

Regulatorzy na całym świecie apelują o krótsze, prostsze polityki prywatności -- jedna polityka, obejmująca wiele różnych produktów staje się standardem w całej sieci.

No tak, politics a policy, angielski też bywa straszny, szczególnie dla sztucznej ćwierćinteligencji. Gdyby kogoś to interesowało to pierwsze zdania oryginału brzmią:

First, our privacy policies. Despite trimming our policies in 2010, we still have more than 70 (yes, you read right ? 70) privacy documents covering all of our different products.

Aha, czyli nie siedemdziesiąt różnych polityk, ino siedemdziesiąt różnych dokumentów. To tłumaczy dlaczego ta firma jeszcze istnieje:-). Czy szanowni czytelnicy wystawiają sobie kraj, mający siedemdziesiąt różnych polityk? Siedemdziesiąt Sejmów, rządów i siedemdziesiąt różnych partii rządzących i opozycyjnych. I co powiecie na to, wy, mający "gdzieś" politykę?

W takiej sytuacji "uszczuplanie polityk" przychodzi samo do głowy.  Nawet odchudzanie.

Fajne są efekty, jak pewne słowa ktoś nagle wypowiada w liczbie mnogiej.  Np. "Mam siedemdziesiąt różnych stosunków do tego co pisze się w Internetach".

Swoją drogą, jeżeli Gugiel chciał coś przekazać użytkownikom polskojęzycznym, to chyba mu nie wyszło. Załodze blogu i jej Najbliższemu Otoczeniu tekst powyższy skojarzył się z piosenką poniższą:

Pozdrawiam, dbajcie się o siebie i pozwólcie Firmie pomagać sobie w dzieleniu się (waszymi, tak w oryginale) informacjami z samymi sobą.  Nie byłoby tekstów PR bez Zen.

wtorek, 24 stycznia 2012

Czyli zdania analityczne a priori w slangu.

Wyborcza.pl, bardziej ambitna, jak idzie o poziom, niż gazeta.pl wersja największego dziennika cieszy oczy i umysł tytułem takim oto:

Gdyby w tym tytule użyty został cudzysłów - wpis niniejszy by nie powstał. Ale nie został.

Na ile dobrze obsada blogu rozumie, tytułowa fraza oznacza dosłownie "żałosne zachowanie jest żałosne" i jako taka jest przykładem tautologii logicznej. Czyli zdania, ekhem, "a priori analitycznego".

Ktoś mógłby w tym miejscu polemizować, sięgać do słownika Kopalińskiego po źródłosłów słowa "żenua" i twierdzić że "obciach to żenua" rozumieć należy jako "zachowanie nie na miejscu powoduje skrępowanie". Ale, o ile nam dobrze wiadomo, w żadnym z licznych tekstów ilustrowanych, poświęconych problemowi pojawiania się  na publicznym widoku bielizny (lub jej braku) pani Doroty Rabczewskiej i jej środowiska zawodowego - nie pojawia się opinia aby problem ten powodował skrępowanie lub związany był z zachowaniem nie na miejscu.**

Mamy zatem do czynienia z tautologią logiczną, a urok jej na tym polega że wyrażona jest w slangu. Od razu nam się zwidziały podobne, np. "ziomal to ziom", "buractwo to wiocha", "wyczes to wypas" lub  "szpanerstwo to lans".****  Ciekawy byłby taki podręcznik logiki w slangu, który, na przykład, podawał by powyższe jako przykłady "idem per idem".  Albo ilustrował prawo przechodniości implikacji takim oto ciągiem logicznym: jeżeli każdy konfiturka to hejter, a każdy hejter to hebes, to każdy konfiturka to hebes. (Por. tu)

-------------

 ** Jak ktoś nie zwraca uwagi na kontekst, stawia się w sytuacji autora szkolnego podręcznika z prastarej anegdotki. W anegdotce owej opisywano idących ataku Kozaków, a ich okrzyk bojowy "A job twaju mat'!" tłumaczono jako "Allons enfants de la Patrie".

****Podane przykłady zdań nie wyrażają opinii blogu.

P.S. Jak idzie o slang i mowę potoczną, nie możemy się oprzeć zacytowaniu opinii anonimowego internauty, przeczytanej w dyskusji na temat kultury parkowania na chodnikach (w stolicy):

Z drugiej strony bufet ulega oszołomstwu inwestyjąc w tysiące fallicznych spłupków i lasktrikowe kompostwniki . Żadnego pomysłu , tylko spieszyć kierowców i zakazać wszystkiego , aby nic nie było

środa, 18 stycznia 2012

Czyli, co się eurosceptykom w najczarniejszych snach nie ukazywało.

 Gazeta pod nazwą "Puls Biznesu" donosi rzeczowo:

Innymi słowy, za słownikiem Kopalińskiego, Komisja Europejska będzie "zatwierdzać, aprobować lub legalizować" Węgry. Jak marihuanę. Bo na razie to Węgry realnie są i w pewnej części Europy nawet w powszechnym użyciu, już od tysiąca lat z okładem, ale nie wiadomo czy są legalne.

No, niestety. Akurat trafiło się robotnikowi medialnemu słowo takie, że jak się z rzeczownika je przerabia na czasownik (albo na odwrót) to się mówi o czym innym. Tu akurat o czymś przeciwnym:-) Ale tylko w jednym z dwóch znaczeń rzeczownika, brr.

Są takie obrzydliwe, wrogie człowiekowi słowa. Np. "ognisko". "Ogniskuje się" w jednym znaczeniu, "pali ognisko" w drugim. Powinno się tego zabronić.

wtorek, 17 stycznia 2012

O froncie salonu, rykoszecie cięć, kryzysie co się mocno trzyma producentów i sklepach w nowym koncepcie.

Garść nowych perełek, może nie lśnią specjalnie, ale odnotować warto.

Wielka Orkiestra została uznana za element wielkiego frontu salonu, wiec musi być atakowana, a jej wiarygodność - podważana. Tu

Myśmy mieli skojarzenie militarne, że mianowicie "Salon otwiera wielki front", tradycyjnie się to z udziałem orkiestry odbywało, ale wizja artystyczna rysownika jest pokojowo-handlowa.

Następny eksponat mocno nas rozbawił. Naprawdę, siła komiczna nieporadności językowej wielką jest.

Otóż, prasa biznesowa donosi że: kryzys mocno trzyma się producentów płytek.

Łapiemy się znowu na banalnym dość stwierdzeniu że język polski jest straszny. Te upiorne różnice znaczenia konstrukcji "trzymać się", "trzymać się kogoś" i "trzymać się czegoś", pełne podstępnej wieloznaczności. A jeszcze do tego "utrzymywać". "Się" i "kogoś". . "Z czegoś" lub "że coś". A jeszcze "w" (stanie, przekonaniu). No, kompletna jazda bez utrzymanki.

Dawno nie było piętrowych (wielopasmowych) metafor i ta poniższa bardzo nas ucieszyła, bośmy się już na blogu za nimi stęsknili. Otóż TVN24 ma problem:

Polska dostanie rykoszetem cięć? Eksperci podzieleni.

Uczone księgi pouczają że "rykoszet" to "odbicie". Dodatkowo odbicie pod małym kątem, od czegoś twardego. Poetyckie "dostać rykoszetem cięć" nasuwa inżynierskie pytanie: czy cięcia odbite jeszcze tną, czy tylko boleśnie biją? Wymyśliło się nam poza tym zdanie jak z gorzkiego melodramatu:"ugodziły go boleśnie rykoszety jej życiowych rozczarowań i wylanych łez". Przepraszamy.

Wreszcie, na samym końcu takie oto tłumactwo, bez dwóch zdań pan dziennikarz rozmawiać musiał po angielsku z Portugalczykami. Tematyka handlowa. Najciekawszy fragment brzmi tak: nie chciał zdradzić jakiego rzędu wzrost sprzedaży zanotowały sklepy w nowym koncepcie.

 Ciężka sprawa, ale do tego musiało dojść. Sklepy otwiera się nawet w trafnych pomysłach. I pojęcia abstrakcyjne mogą służyć jako powierzchnia handlowa.

Dodane na drugi dzień, po dyskusji z Oksydką i Agrą. 

Jak jest front, to muszą też być tyły i je właśnie widzimy na rysunku. Dekują się.

czwartek, 12 stycznia 2012

Czyli dlaczego tyle czytam i dalej nic nie wiem, albo dwa nowe słowa po polishiźnianemu.

Załoga blogu rzuciła wczoraj okiem na Onet i oczom jej ukazał się interesująco brzmiący tytuł:

Dlaczego tyle pracuję, a nadal nie jestem bogaty?

Z przyjemnością oddaliśmy się lekturze i gdy zobaczyliśmy zdanie "Czy jesteś w stanie priorytetyzować zadania i wybierać te, które są najważniejsze z punktu widzenia Twoich celów?" doznaliśmy uczucia znanego grzybiarzom. Przyjemnego uczucia, takiego "a tom cię znalazł!". Włączyliśmy Binga z Googlem i oczom naszym ukazał się ogrom znaleziska. To już muszą nawet uczeni językoznawcy tłumaczyć że priorytytezacja lepiej brzmi jak priorytyzacja. Rzecz gustu wszak, Polishiźnie np.  aprioryzacja (a co sobie będziemy żałować? :-)) lepiej brzmi niż apriorytetyzacja. Choć być może te dwa słowa oznaczają co innego. :-) I pewnie nie należy mylić apriorytetyzacji z depriorytetyzacją.

Jakby ktoś w tym miejscu wzruszył ramionami że my tu już przesadzamy z wymyślaniem nowotworów językowych, to odsyłam do wyszukiwarki. Jest w slangu fachowym angielski "deprioritisation"? Jest. Jest polski odpowiednik? Jest, na razie w cudzysłowie, konserwatywny charakter Salonu24 do czegoś, koniec końców, mocium panie, zobowiązuje. Bo priorytetyzacja (in vitro) już tam jest bez cudzysłowu.

I mogło się na tym skończyć. Ale że niosło nas za tym priorytytezowaniem w tę część Sieci, gdzie mowa o doskonaleniu się i zarabianiu, to nagle nam wyskoczyło, jak diabeł z pudełka, słowo "kontrariańsko". Nawet już nie bardzo wiemy w którym miejscu.

Ale wyszukiwarka dała nam taki oto fragmencik, który dla jego urody warto zacytować

Powtarza wczorajszą radę dla leszcza! Uważać z szortami branymi dzisiaj! Laughing



-Odbieram Twoją radę kontrariańsko. Nie chcesz mieć leszcza na pokladzie i tyle. 

Z niejakim trudem doszliśmy że "kontrariańsko" oznacza "zachowywać się odwrotnie do powszechnie przyjętego sposobu". 

Jest nawet kontrariański styl życia co można przeczytać w tekście  "Style życia praktykowane przez ludzi zamożnych". Dużo tam jest o kontrarianach.

Z tego wszystkiego usłyszeliśmy w głowie zdanie "A priori kontrariańska priorytetyzacja in vitro przez arian" i doszliśmy do wniosku że czas kończyć ten wpis. Pozostańcie zdrowi, drodzy czytelnicy.

niedziela, 08 stycznia 2012

Czyli o polszczyźnie, co się bez polskich słów obywa.

Pomysł poniższego wpisu skrystalizował się po przeczytaniu następującego tytułu:  Quo vadis outdoorze? (interpunkcja oryginału). Tu (tamże interesujący fragmencik:  Ile już takich wystających elementów było? I czy wciąż są one finansowo uzasadnione (tzn. czy zwracaję uwagę tak samo, jak dawniej?), ale pomińmy to, żargonautyka ma swoje prawa).

Niżej podpisany to przeczytał i nasunęło mu się następujące pytanie: czy da się napisać w tekście po polsku zdanie w dwóch językach, z których żaden nie będzie językiem polskim? A jednocześnie będzie całkowicie zrozumiałe dla polskojęzycznego czytelnika, czy może raczej - konsumenta produkcji medialnej. W tytule cytowanym wyżej słowo "outdoor" (przez słowniki definiowane jako "na świeżym powietrzu") występuje w wołaczu i to jest jedyny ślad polszczyzny w tym anglołacińskim tytule. A czy możliwe jest takie zdanie w formie czystej? Tu mogła pomóc tylko wyszukiwarka. I pomogła.

Odpowiedź brzmi: jest możliwe. Nawet jeżeli ograniczyć się tylko do powszechnie znanego "quo vadis".

Proszę bardzo, pozwolę sobie darować linkowanie:

Quo Vadis Cryptology

Quo Vadis RPG?

QUO VADIS FLOORBALL

Quo vadis e-commerce?

Quo Vadis PR?

Quo Vadis HR?

Quo vadis loyalty

Quo Vadis Polish Seo ?

Quo vadis EUR/USD?

Mniej doskonałe ale równie piękne: Quo vadis, FPSie?

Obawiamy się że zanikająca znajomość łaciny powoduje że inne konstrukcje tego typu mogą być trudne do znalezienia. A szkoda. Np. takie "sic transit gloria mundi" pięknie by brzmiało  w zdaniach typu "sic transit gloria FMCG", "sic transit gloria clubbingu-coachingu-outsourcingu".

A czy podniosła łacina źle brzmiałaby w zestawieniu z importowanymi wulgaryzmami? Np. "A priori fakap"? Albo ""Vita brevis, ars longa, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile, WTF?"

PS. Inne ciekawe znaleziska, przy okazji dokonane.

Sic transit gloria mundi zamku Ostrężnik

Quo vadis PKP?

Quo vadis nowosolski gimnazjalisto?

piątek, 06 stycznia 2012

Czyli parę drobiazgów, co się zebrały.


Mam w rękach dwie bronie. Czy mogę go zastrzelić, jak stanie w drzwiach?  Tu. 

Mamy niejasne przeczucie że likwidacja szkolnictwa zawodowego w Polsce zlikwidowała wiele placówek, natomiast widoczni stali się absolwenci zawodówek dla tłumaczy. Zaocznych.

Interesujący tytulik, ilustrujący jeszcze raz to o czym już tu było. O skojarzeniach. Pisano że  "sercowym klinikom grozi finansowy zawał ", teraz czytamy że "Zielone płuca Legnicy odzyskują wreszcie zdrowy oddech" (tu).

Na koniec ciekawa literówka:

Już poprawiono ten cud, a szkoda. Bo to osiągnięcie. Wreszcie znaleziono brakujące ogniwo między etyką a erystyką.

Komisja Eryki reklamy zajmować się winna etycznym doprowadzaniem sporów o reklamy do korzystnego rozwiązania. Bez względu na prawdę materialną. Czyli, w analogii do teodycei, eryka reklamy byłaby "photoshopodyceą".

czwartek, 29 grudnia 2011

Czyli o niepotrzebności gramatyki.

Niezawodny Onet podsumowuje wywiad z byłym premierem, panem Kazimierzem Marcinkiewiczem.  Tytułowe zdanie dotyczy obecnego pana premiera. Prawda że wiadomo o co chodzi? To po jakie licho przejmować się  gramatyką? Przepraszam: to jaka licho uważać gramatyce? To tylko stare nawyki, wynikające z przymusu szkolnego, dają wrażenie że tekst był tłumaczony automatycznie na angielski i z powrotem.

Tamże interesujące zdanie: Wielokrotnie pokazywał, że ma wysoko postawione cele i sukcesywnie po nie sięga, ale nie widziałem w nim buławy, która jest niezbędna by przewodzić.

Poprzedni wpis był o onetowskim "ogromnym sercu", komentarze sugerowały podróż w głąb człowieka (w poszukiwaniu bogatego wnętrza), może gdzieś tam znajdzie się i niewidoczna z zewnątrz buława?

Na koniec zauważmy interesującą sytuację przestrzenną, opisaną we fragmencie: Marcinkiewicz podkreślił również, że politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz Solidarnej Polski walczą w tych samych granicach, a teraz znajdują nowe pola tego konfliktu. - Europa staje się dla nich nowym miejscem.

wtorek, 27 grudnia 2011

Czyli o sile komicznej wyrazów bliskoznacznych w związkach frazeologicznych podmienianych.

Tytuł oczywiście z niezawodnego Onetu:

No tak. Jakaś otyła głowa nie myślała nad tytułem. Wyszło coś jakby ciekawostka anatomiczna uzyskała status celebrycki. W dzisiejszych czasach nie jest to w sumie taki wyjątek.

Ciekawe to daje możliwości. Weźmy taki "blask" czyli jaskrawe, mocne światło; jasność, światło odbite. Można sobie wyobrazić że pani Kozidrak zaśpiewa "Ważne jest oczu twoich jaskrawe, mocne światło".

Albo niech ktoś o kimś powie że to "głowa nie od uroczystej ceremonii".

Tekst, do którego odsyłał ten interesujący tytuł znajduje się tu. Na wypadek, gdyby link przestał być aktywny: idzie o wspólnotę "Chleb życia".

Tytułową Polką jest s. Małgorzata Chmielewska, którą autor artykułu charakteryzuje takim oto zdaniem: mimo jej powierzchownej surowości nazwano (ją, przyp. ChP) kiedyś "ozdobą ludzkości".

I znowu: miało być pewnie "pozorna" ,"widoczna na pierwszy rzut oka" surowość. Wyszło co wyszło czyli surowość

 1. niedokładna;
2. znajdująca się na powierzchni;
3. mało wnikliwa 

Nie wiadomo co to by miała być mało wnikliwa czy niedokładna surowość, ale nie brzmi to jak komplement.

PS. Ojciec znajomego pracował kiedyś w Instytucie Badań Powierzchniowych. Korespondencja urzędowa uparcie przychodziła na Instytut Badań Powierzchownych.

czwartek, 22 grudnia 2011

Czyli biurokratycznej językowej siatki maskującej ciąg dalszy.

Cytat tytułowy jest pretekstem. Ot , po prostu urzekł nas i tyle. Tu na przykład można go znaleźć.

Niżej podpisany nosił się z zamiarem podzielenia się z czytelnikami tym drobiazgiem, ale nie było okazji. W sumie nic niezwykłego, dziennikarz myśli o czymś i potem ma skojarzenia z terminologią tematyki. Ot, "Rolnictwu grozi finansowa susza", "Motoryzacji szwankuje napęd", "Rybołóstwo czeka na pomyślne wiatry", czy coś takiego.

Ale trafiliśmy na piękny przykład języka typu NFZen, opisanego poprzednio. W sumie to  Stanisław Tym w POLITYCE zdążył się się tym zachwycić, ChP nie jest więc oryginalna. Mimo to, niech piękno zachwyca nas do pracy.

Nie oznacza to gorszego finansowania kardiologii. Kontrakty ze szpitalami będą podobne, tyle że, by dostać tę samą ilość pieniędzy, trzeba przyjąć większą liczbę pacjentów  - mówi Andrzej Troszyński, rzecznik NFZ. 

No pewnie. Tyle co za ośmiu będą teraz płacić za dziesięciu. A dziesięć to więcej niż osiem, prawda?**

**Tytułem wyjaśnienia: w pewnej książce władza zamieniła dziesięcinę na pobór jednej ósmej dochodu. Tłumaczyła że to korzystne dla poddanych bo osiem to mniej niż dziesięć.

----

**Dzięki, Do. :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46