Menu

Chomeland Polishizna

Bestiarium językowe przez zatroskanego amatora ekologa polszczyzny założone, różne okazy straszne współczesnej gadaniny i pisaniny po polsku gromadzące. Rodzaj donkiszoterii w wolnych chwilach uprawianej. Kolekcja potworności, innymi słowy mówiąc. Ilustrowała dawniej Sami a teraz Bagienny. Ja im obojgu big thank you.

"Jarosław Kaczyński wygryzający polski ząb od środka ma czas do poniedziałku, by uniknąć wizyty u dentysty"

brezly

Czyli pan redaktor Jacek Żakowski komentuje na gorąco albo dłuuuuga metafora stomatologiczna.

Całość jest tu.

Kończy się tak (w przypadku takiego tekstu pozwalamy sobie naruszyć logiczną zasadę zaczynania od początku):

Jarosław Kaczyński wygryzający polski ząb od środka ma czas do poniedziałku, by uniknąć wizyty u dentysty. Potem będzie miał pewnie kilka tygodni, by uniknąć wiercenia. A kiedy już wiercenie się zacznie, będzie jeszcze miał przynajmniej kilka miesięcy, by uniknąć rozpoczęcia ekstrakcji usuwającej Polskę z unijnej szczęki.

Unia jako paszcza (szczęka). W niej polski ząb. Pan przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości ten ząb od środka wygryza (siedzi w miazdze, wyszedł z dziąsła i gryzie dalej?). Dlatego musi on iść do dentysty. Czytelnicy ogarniają tę skomplikowaną sytuację topologiczno-stomatologiczną?

A zaczyna się tak, niewinnie.

Można sobie na przykład powiedzieć, że jak do poniedziałku nie przejdzie mi ból zęba, to z tym bolącym zębem zapiszę się do dentysty. To właśnie zrobiła Komisja. Zapowiedziała, że jeżeli do poniedziałku polski ząb nie przestanie odczuwalnie boleć, to pójdzie z nami do dentysty

Dalej robi się ciekawie:

Możliwości jest kilka. Po pierwsze unijny dentysta może, jak każdy, uznać, że nic nie trzeba robić, bo ból sam przejdzie. Może powiedzieć, że „rośnie to boli”, albo coś w tym rodzaju. Niby jesteśmy dorośli, ale może to ząb mądrości nam rośnie i boli. Jeśli tak, nic nie trzeba będzie robić.

Ząb mądrości rośnie. Polski. Jeżeli tak, to dobrze. Pamiętajmy o zakończeniu. Polski ząb mądrości w unijnej szczęce. Raczej prawy niż lewy, dodalibyśmy. I górny.
Potem mamy jeszcze trochę spokoju, albowiem: bardziej prawdopodobne jest, że dentysta zacznie od leczenia zachowawczego. Na początek zalecić może pastę przeciwbólową, a jeśli ona nie pomoże, zapisze antybiotyk. Płukanie szałwią bym dodał. Ale zaraz wieje grozą. Otóż:
Na czas takiego leczenia przypadnie zapewne referendum brytyjskie, dotyczące opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii. Od jego wyniku będzie istotnie zależało dalsze działanie dentysty. Bez wiercenia już się nie obejdzie, ale od Brytyjczyków w dużym stopniu zależy, jak bardzo czująca ból polskiego zęba Unia będzie zdeterminowana, żeby go ratować i czy będzie gotowa na ewentualne rwanie.

Decyzja dentysty zależy od wyniku referendum. W innej sprawie. Fajnej medycyny się doczekaliśmy. Czy tu naprawdę chodzi o dentystę? Nie o lekarza innej specjalności, też od głowy, ale trochę wyżej? Ale to nie koniec.

Staniemy się więc ciężarem. A ciężaru najlepiej się pozbyć. W takim przypadku dentysta będzie dążył do radykalnych działań. Wiercenie polskiego zęba odbędzie się bez znieczulenia i raczej końskim wiertłem. Nie żeby wyleczyć, lecz żeby prędko pozbyć się problemu. 

To końskie wiertło, to na ten ząb, co go wygryza wiadomo kto. Nadążają państwo?  Teraz będzie horror.

..czy podporządkowujemy się (...) czy wybieramy brutalną ekstrakcję, która potrwa nie więcej, niż kilkanaście miesięcy (wytł. B-Y). Bo w obliczu chaosu wywołanego przez Brexit stara Unia będzie chciała i musiała radykalnie przyspieszyć rekonwalescencję, której częścią jest załatwienie sprawy chorego polskiego zęba, oraz innych ćmiących wschodnioeuropejskich zębów.

Kilkunastomiesięczna brutalna ekstrakcja!!!

W takim wariancie rząd PiS niebawem stanie przed czymś w rodzaju ultimatum, postawionego przez naszych partnerów w Unii. Podda się leczeniu i wykona zalecenia lekarza, albo się zbuntuje i ucieknie z fotela np. wstrzymując płacenie polskiej składki w odpowiedzi na wstrzymanie transferu unijnych pieniędzy do Polski.  My byśmy uciekali przed tą ekstrakcją, naprawdę.

Tym bardziej że końskie wiertło będzie nas dręczyło, ale pożytku już z tego nie będzie. Najbardziej prawdopodobne jest, że na dłuższy czas zostaniemy z rozwierconą i bolesną dziurą. Czy czytelników też już wszystko boli?

 

A jeżeli w Ameryce wybory wygra Trump to dla Polski oznacza to zapewne długotrwałe, wieloetapowe leczenie kanałowe, w trakcie którego kolejne sankcje i restrykcje będą precyzyjnie ważone, tak by polski ząb uratować, ale by jednocześnie za wszelką cenę nie dopuścić do zakażania innych.

Terapia będzie może rozłożona na kilka lat, wiercenie będzie łagodne, mogą być użyte środki znieczulające, ale jeśli takie leczenie nie doprowadzi do ucywilizowania polskiej polityki, i tak skończy się rwaniem.

I to już prawie koniec. Pojawia się pan przewodniczący wygryzający polski ćmiący ząb. A my kończymy te blognotkę, bo nam zaraz plomby z wrażenia wypadną.

 

© Chomeland Polishizna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci