Menu

Chomeland Polishizna

Bestiarium językowe przez zatroskanego amatora ekologa polszczyzny założone, różne okazy straszne współczesnej gadaniny i pisaniny po polsku gromadzące. Rodzaj donkiszoterii w wolnych chwilach uprawianej. Kolekcja potworności, innymi słowy mówiąc. Ilustrowała dawniej Sami a teraz Bagienny. Ja im obojgu big thank you.

"W każdym razie na tenisowe igloo musimy jeszcze poczekać."

brezly

Czyli  uginanie się pod gradem grzmotów albo o nieważkości stylu.

Dziś będzie tylko o jednym tekście. Coś jednak jest w dziennikarzach sportowych, że brzmią jakby ośrodek mowy mieli w mózgu trochę gdzie indziej i inny. 

 Autor postanowił napisać tekst lekko, stylem niezobowiązujący, lekko nonszalancko. W końcu przebywanie w garrosowym players lounge daje odczuć ten dyskretny powiew eleganckiej dekadencji, dekadenckiej elegancji, czy też dandysowskiej dekadencji. Kto by się przejmował rygorami stylu i przejrzystości. Perlą się zatem metafory i skojarzenia jak szampan w wielkim świecie. I wychodzi jak zawsze.

Brakuje więc tylko emisariuszy z Antarktydy, lecz czy ktoś słyszał o kortach w strefie wiecznego lodu? Tam o pożywienie mogą się ścigać co najwyżej słonie morskie. Choć kto wie, czy w przyszłości Radwańska nie wybierze się tam na wakacje, jeśli znudzi jej się listopadowy "leżing, smażing, plażing". W każdym razie na tenisowe igloo musimy jeszcze poczekać. 

Czy wyprawa po złote runo miała powieść się jedynie dlatego, że pod gilotynę w drugiej rundzie trafiła królowa, a w pierwszej jedna z księżnych? Przecież już nieraz sygnalizowano, że liczba kobiet gotowych wskoczyć na ich miejsce jest w drugiej dekadzie XXI wieku olbrzymia i nigdy wcześniej niespotykana. I na pewno niezawężona do dwóch czy trzech nacji towarzyszących Justynie Kowalczyk.

Wydawać by się mogło że skojarzenie gilotyny z wyprawą po złote runo to już szczyt możliwości. A to tylko lokalne wzniesienie. Wszystko przez Mary Pierce.

Albowiem Mary Pierce, mistrzyni Rolanda Garrosa 2000 - zmieniona, skromna, smakująca ostatnio misjonarskiej posługi - nowe życie na kortach porównała do ocieplającego się klimatu.

Nieszczęsna nie wiedziała że jej porównanie zadziała jak podpalenie lontu podłączonego do dynamitu generatora następnych metafor autora tekstu (no co?). A wyprodukował on coś następującego: 


W ostatnich latach sami doświadczyliśmy, ile zła i tragedii mogą ze sobą przynieść. Punktowe opady, gradobicia i trąby powietrzne w środku lata boleśnie doświadczyły wielu Polaków. Agnieszka na korcie zmaga się z takimi zjawiskami na co dzień. "Prognoza pogody" na turniej niby znakomita, rywalki przez kilka rund teoretycznie wygodne, aż tu nagle, ni stąd, ni zowąd, budzi się wicher, zamiast słońca pojawiają się ciemne chmury i trzecia w rankingu światowym krakowianka przez godzinę ugina się pod gradem grzmotów 
(jabadabadabdujuhuuuuuu!!, przyp. ChP) z forhendu czy bekhendu. Grzmotów, których nie przewidział ani jeden tenisowy meteorolog. Niestety - tak jak w życiu - w takich momentach nie wiadomo, jakie burza poczyni zniszczenia. Ileś tam wyładowań uda się przetrwać bez szwanku, niestety któreś kolejne może spowodować nieodwracalne szkody.  

Uff, no, to już są Himalaje. Nie robią potem  na nas wrażenia dalsze perełki w tekście, takie jak np.  tenis rozlewa się w państwach i miejscach, których w XX wieku na mapie nikt by się nie spodziewał. Lub też ta kasa oznacza potężny pęk kluczy otwierających po zakończeniu kariery właściwie każde drzwi? Ewentualnie nachalny marketing działa głównie na rodziców. Najczęściej na jednostki szyfrowane za oceanem hasłem "hands-on-tennis father". Nie zapomnijmy jednak o ten etos to schematy, które przez 10 lat pracy pozwolą się ustawić na całe życie.

Pointy nie będzie. 

 

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • bartoszcze

    Nie znam nazwiska, ale też PS nie jest dobrą rekomendacją.
    Ot, skończył staż i z radości pomyślał, że już jest prawie drugim Ambroziakiem, a co najmniej Stecem...

  • brezly

    Młody narybek, znaczy. Będziemy mieli z niego pociechę, jak rozumiem.

  • arturjac

    "hands-on-tennis father" (w potocznym języku: ojciec trzymający łapy na tenisie)

    No, było niebezpiecznie!

© Chomeland Polishizna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci